Opowieści „zza grobu”. Co o nich sądzić?

stary atmosfera pomnik listowie statua Zielony pamięć cmentarz ogród nagrobek śmierć klęczący drzewa grób rzeźba anioł sztuka krótkotrwałość wiara krzewy uczcić nadzieja modlitwa grób umierać groby przejściowy żałoba pożegnanie pogrzeb Harmonia wskrzeszenie mitologia stary cmentarz śmiertelny kamienny anioł pogrzeb strona

Z cyklu: “Pytania do pastora”

Robert Miksa

Opowieści „zza grobu”. Co o nich sądzić?

 

Kilka razy słyszałam o świadectwach osób, które umarły, były w niebie, a potem wróciły do życia. Czy takie opowiadania są wiarygodne? Jak do tego podchodzić?

Kiedyś myślałem, że takie „świadectwa” pojawiają się tylko we wspólnotach, gdzie Biblia nie jest już autorytetem. Od kilku lat słyszę jednak, że pojawiają się również w środowiskach ewangelicznych chrześcijan, a wierzący ludzie …są zachwyceni (przynajmniej niektórzy)! Sądzę, że powinno nas to niepokoić i to z kilku powodów.

Zmowa milczenia
Zacznijmy od prostej obserwacji. W Biblii (zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie) mamy opisanych kilka przypadków, w których jakaś osoba została wzbudzona z martwych. Ale to, co w kontekście naszego pytania jest najbardziej zastanawiającego to fakt, że nie mamy żadnych relacji z tego, co widzieli i słyszeli? Jeżeli Biblia jest Słowem Bożym, jeżeli dana nam została „do wykrywania błędów, do poprawy i wychowywania w sprawiedliwości” (1Tym 3,16), jeżeli to, co w niej znajdujemy „dla naszego pouczenia napisano” (Rz 15,4), to dlaczego tak bardzo „inspirujące” historie nie znalazły w niej swojego miejsca? Czy to możliwe, by ewangelista Łukasz, który dokładnie wszystko przebadał (Łk 1,3) nie natknął się na takie opowiadania? Czy Duch Boży nie mógł czy nie chciał mu pomóc w wyciągnięciu tak sensacyjnych informacji od młodzieńca z Nain (Łk 7,11-15), Łazarza (J 11,1-44), albo Tabity (Dz 9,36-41)? Jak to możliwe, że historie, które mogły wzbudzić autentyczną wiarę i zbliżyć człowieka do Boga, nie znalazły się w  Biblii? W przeciwieństwie do tego, dziś znajdujemy setki książek napisanych przez ludzi relacjonujących swoje wizyty w niebie, w piekle, a nawet …w czyśćcu (sic!).

Nadinterpretacje
W Biblii mamy kilka opisów, które w tym kontekście są często nadużywane. Przyjrzyjmy się im. W Starym Testamencie czytamy np. o spotkaniu króla Saula z rzekomym duchem proroka Samuela po jego śmierci (1Sam 28,6-20). Po pierwsze zauważmy, że nie jest to relacja człowieka, który umarł a potem wrócił do życia. Jest to relacja opętanej kobiety, która opowiada o tym, co widziała w swojej wizji. Jeżeli zastanowimy się nad całą tą sytuacją zauważymy, że to czego dowiadujemy się z jej relacji, jest co najmniej dziwne. Po pierwsze Bóg odmówił udzielenia Saulowi odpowiedzi na pytania, które go niepokoiły (w. 6). Tutaj jednak widzimy wieszczkę (kobietę zajmującą się „wywoływaniem duchów”), która przywołuje Samuela, przebywającego już na łonie Abrahama. Ten zaś przybywa na jej, czy też Saula rozkaz (w.15). Jeżeli Bóg nie dał mu odpowiedzi ani przez proroków, ani sny, ani przez losy, to kto odpowiada mu przez kobietę zajmująca się wywoływaniem duchów? Czy osoba wywołująca duchy naprawdę ma władzę nad umarłymi? Czy ta opętana kobieta może zmusić zmarłego, bogobojnego Samuela do ukazania się i przedstawienia swojego spojrzenia na sytuację Saula – i to wbrew woli Boga? Sposób w jaki pojawiający się Samuel zostaje opisany przypomina raczej scenę horroru aniżeli fragment z życia człowieka przebywającego „na łonie Abrahama”. Pomyślmy, jak to możliwe, że Samuel, którego widziała ta kobieta mówi, że Saul i jego synowie będą razem z nim? Czy naprawdę bezbożny Saul miał znaleźć się na łonie Abrahama, razem Samuelem? Prawdziwy Samuel by tak nie powiedział, ale „demonicznej Samuel” mógł powiedzieć wszystko. Jestem przekonany, że owa kobieta powiedziała Saulowi prawdę, to znaczy dokładnie to, co widziała. Tylko, że to, co widziała nie jest prawdą. Jest to opis demonicznej wizji kobiety mającej ducha wieszczego (1Krn 10,13). Pamiętajmy również o tym, że wywoływanie duchów jest obrzydliwością, przed którą Bóg niejednokrotnie przestrzegał Izraelitów (3 Mjż 19,31; 20,6-7.26-27; 5Mjż 18,9-14). Nie można więc powoływać się na ten opis jako argument sugerujący, że Biblia dopuszcza takie opisy.

W Nowym Testamencie mamy opis tego, co działo się z bogaczem i Łazarzem po ich śmierci (Łk 16,19-31 – nie chodzi jednak o brata Marii i Marty). Również tutaj nie jest to relacja osoby wcześniej zmarłej a potem przywróconej do życia. W przeciwieństwie jednak do demonicznej wizji jaką poznał Saul, ta opowiedziana została przez Jezusa. Możemy więc być pewni jej prawdziwości. To, co w tej historii powinno zwrócić nasza uwagę, to propozycja bezbożnego bogacza, by ktoś z umarłych (najlepiej Łazarz) wrócił na ziemię i opowiedział, co widział i przestrzegł jego rodzinę przed straszną perspektywą. Współcześni zwolennicy opowieści zza grobu z pewnością też uznaliby to za świetny pomysł. Abraham mówi jednak: Nie! Uzasadnienie jest bardzo proste: „Mają Mojżesza i proroków, niechże ich słuchają” (w. 29). Ponieważ jednak bogacz uważa, że to za mało, Abraham dodaje: „Jeśli Mojżesza i proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, też nie uwierzą” (w. 31). Mamy więc natchnioną przez Ducha Bożego relację zza światów, w której Bóg ustami Abrahama mówi wyraźnie: NIE. Co więcej, Abraham podkreśla też fakt, że osoby, które odrzucają autorytet objawionego Słowa Bożego nie dadzą się przekonać nawet gdyby Łazarz rzeczywiście wrócił do życia. Nie łudźmy się, że w tej kwestii przez ostatnie XX wieków coś się zmieniło. Sama myśl o możliwości słuchania takich historii cieszy i podnieca ludzi tak samo, jak możliwość spotkania Jezusa ucieszyła Heroda (Łk 23,8). Nie jest to jednak zainteresowanie prowadzące do życia wiecznego, ale co najwyżej na targi ezoteryczne.

W Nowym Testamencie mamy jeszcze relację apostoła Pawła (2Kor 12,1-4), który został uniesiony do „trzeciego nieba”, albo inaczej do raju. Jego relacja jest bardzo lakoniczna. Mówiąc o sobie w trzeciej osobie, pisze że człowiek ten: „został uniesiony w zachwyceniu do raju i słyszał niewypowiedziane słowa, których człowiekowi nie godzi się powtarzać.” Dosłownie należałoby to przetłumaczyć jako „niewypowiadalne słowa, których nie wolno mówić”. Apostoł Paweł nie tylko nie opowiada o tym, co widział i słyszał, ale również bardzo wyraźnie  mówi, że nie wolno mu opowiadać o tym, co zobaczył. Dlaczego? Nie wiemy i nie naszą sprawą jest dyskutować na ten temat z Bogiem. Współcześni pozagrobowi turyści najwyraźniej byli w innym raju, niż apostoł Paweł i widzieli innego Jezusa niż on. Dlatego nie mają żadnych oporów, by o tym mówić.

Zupełnie inną kategorią w Nowym Testamencie jest księga Objawienia Jana, która jest natchnionym Słowem Bożym podanym przez apostoła Jana. Nawet jeżeli ktoś chciałby bronić podobnego autorytetu swoich opowiadań i porównywać je z tymi z kart Biblii, to pamiętajmy o słowach, jakie zostały wypowiedziane na koniec tej księgi: „Co do mnie, to świadczę każdemu, który słucha słów proroctwa tej księgi: Jeżeli ktoś dołoży coś do nich, dołoży mu Bóg plag opisanych w tej księdze; a jeżeli ktoś ujmie coś ze słów tej księgi proroctwa, ujmie Bóg z działu jego z drzewa żywota i ze świętego miasta, opisanych w tej księdze.” (Obj 22,18-19). Sądzę, że słowa te nie wymagają dalszego komentarza.

Demony też mówią prawdę
W ewangeliach mamy sporo sytuacji, kiedy Jezus wypędza demony. Nie raz przy spotkaniu z Nim, świadczyły o Nim, i co ciekawe, …świadectwa te były prawdziwe. „Wychodziły też z wielu demony, które krzyczały i mówiły: Ty jesteś Synem Bożym. A On gromił je i nie pozwalał im mówić, bo one wiedziały, iż On jest Chrystusem” (Łk 4,41). Demony, które doskonale zdawały sobie sprawę z tego, kim jest Jezus, chciały o nim świadczyć. Jezus jednak im na to nie pozwala (zob. też Mk 1,34; 3,11-12). Dlaczego? Przecież mówiły prawdę.

W bardzo podobnej sytuacji znalazł się też kiedyś apostoł Paweł. Łukasz relacjonuje to tak: „A gdyśmy szli na modlitwę, zdarzyło się, że spotkała nas pewna dziewczyna, która miała ducha wieszczego, a która przez swoje wróżby przynosiła wielki zysk panom swoim. Ta, idąc za Pawłem i za nami, wołała mówiąc: Ci ludzie są sługami Boga Najwyższego i zwiastują wam drogę zbawienia. A to czyniła przez wiele dni. Wreszcie Paweł znękany, zwrócił się do ducha i rzekł: Rozkazuję ci w imieniu Jezusa Chrystusa, żebyś z niej wyszedł. I w tej chwili wyszedł” (Dz 16,16-18). Dlaczego Paweł tak postąpił? Czy nie zależało mu na świadectwie osoby tak znanej, wiarygodnej i mającej koneksje w kręgach władzy? Przecież ktoś taki przemawiając mógłby przekonać do ewangelii całe miasto. Problem z tą kobietą był taki sam, jak z demonami, które wypędzał Jezus. Gdyby pozwolić demonom mówić, w którymś momencie to właśnie one stałyby się dla ludzi największym autorytetem. Tylko, że w interesie diabła i jego demonów nie jest prowadzenie ludzi do Chrystusa. Diabeł jest ojcem kłamstwa (J 8,44) i będzie robił wszystko, by zbudować sobie autorytet wiarygodnego świadka, ale tylko po to, zasłonić przed ludźmi prawdę ewangelii. Gdyby Paweł nie uwolnił tej dziewczyny od zniewalającego ją demona, kogo ludzie słuchaliby po wyjeździe Pawła i jego zespołu z miasta? Słuchaliby oczywiście tej, która z natchnienia ducha dotychczas mówiła prawdę. Ale gdy Pawła już nie będzie, będzie mogła mówić wszystko co tylko duch zechce i nie będzie komu tego zweryfikować.

Wiadomości na temat duchowego życia, które pochodzą ze źródeł innych niż Boże Słowo, powinny uruchamiać w nas „czerwony alarm”, „stan najwyższej gotowości” i nie ma tu nawet znaczenia, ile w tych świadectwach jest prawdy. Te świadectwa mogą nawet być podobne do biblijnych narracji. To, co dla nas powinno być ważne to fakt, że jest to świadectwo, na które Bóg nie zezwala.

Tu chciałbym dodać jeszcze jedna ogólną uwagę. Nie wszystko, o czym dowiadujemy się w takich „świadectwach” należy przypisywać demonom. Niektóre z tych doświadczeń mogą być rezultatem działania środków halucynogennych i to nie tylko narkotyków. Istnieją również środki znieczulające wykorzystywane w przygotowywaniu pacjenta do zabiegu, które mogą również powodować podobne stany (np. ketamina). Choć samo takie doświadczenie, mające podłoże farmakologiczne, może być czymś zupełnie neutralnym, to jednak potraktowanie go jako poważny argument dla naszej wiary, a szczególnie przedkładanie go ponad autorytet Słowa Bożego, może skończyć się bardzo źle. Po pierwsze stawia jakość naszej wiary pod znakiem zapytania, a po drugie może doprowadzić człowieka do stanu duchowego uzależnienia od autorytetów pozabiblijnych, a nawet świata demonów.

Ziarna i plewy.
Gdyby jakieś szanujące się wydawnictwo, dotychczas publikujące poważne historyczne opracowania wydało książkę o inwazji Marsjan na Madagaskarze, możliwy byłby dwojaki scenariusz. Albo wydawnictwo to straciłoby to swoją reputację, albo wzrosłoby przekonanie o prawdziwości tej kosmicznej inwazji. W naszym przypadku jest identycznie. Jeżeli wśród chrześcijan będziemy pozwalać na propagowanie takich “historii zza grobu” sprowadzimy Biblię do poziomu senników egipskich i horoskopów. Druga możliwość jest taka, że wzrośnie ranga tych sensacyjnych opowieści, które zajmą w naszych zborach miejsce obok Biblii, którą zaczniemy interpretować przez ich pryzmat.

Domyślam się, że ci, którzy rozpowszechniają tego rodzaju opowiadania robią to w dobrej wierze mając nadzieję, że poruszy to czyjeś serce i zbliży go do Boga. Z Biblijnej perspektywy muszę powiedzieć, że jestem przekonany, że to nie opowiadania budzące dreszczyk emocji otwierają serca ludzkie na głos Boga, ale prawda o Golgocie zwiastowana tak, jak została nam przekazana – bez niepotrzebnego okraszania jej cudownymi historyjkami (1Kor 15,2). Dla „człowieka zmysłowego” ewangelia jest głupstwem (1Kor 2,14) i tylko Bóg może to zmienić. To Jego Słowo jest jak deszcz i śnieg czyniące ziemię urodzajną (Iz 55,10). Jeżeli będziemy chcieli dostosować ewangelię do gustu „człowieka zmysłowego” staniemy się podobni do wspomnianego wcześniej, zmarłego bogacza, który myśli, że świadectwo powstałego z martwych Łazarza mogłoby spowodować nawrócenie jego rodziny. Uatrakcyjnianie ewangelii przez dodanie elementów ezoterycznych nie rozwiąże problemu lekceważenia jej poselstwa przez niewierzących. Apostoł Paweł pisze, że „…upodobało się Bogu zbawić wierzących przez głupie zwiastowanie. Podczas gdy Żydzi znaków się domagają, a Grecy mądrości poszukują, my zwiastujemy Chrystusa ukrzyżowanego, dla Żydów wprawdzie zgorszenie, a dla pogan głupstwo, natomiast dla powołanych – i Żydów, i Greków, zwiastujemy Chrystusa, który jest mocą Bożą i mądrością Bożą.” (1Kor 1,21-24).

Leave A Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *